Jesień w szafie - nowości na Vubu.pl

Hej hej. Tak nagle zrobiło się strasznie zimno. No cóż - jesień zbliża się nieubłaganie. Ostatnio najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, a jeśli już to tylko po kubek gorącej herbaty. Ale tak się niestety nie da :) Ruszyłam więc dupsko i powoli zaczynam kompletować jesienną garderobę.


Dziś mam dla was kilka propozycji z mojego ulubionego sklepu internetowego. Zastanawiam się właśnie nad zamówieniem ale nie mam pojęcia na co się zdecydować. Pomożecie?

1. Krótki sweterek z wełną - 56,99zł ( taki sam sweterek ale w kolorze grafitowym dostępny jest za 46,99zł)

2. Beżowa narzutka w prążki - 79,99zł (szara i różowa narzutka są dostępne za 59,99zł)


3. Biały sweter z dekoltem i kokardką na plecach - 39,50zł ( kolor miętowy, szary i granatowy - 61,50zł, różowy - 51,50zł, niebieski - 46,50zł)


4. Beżowa narzutka z warkoczem - 69,99zł


5. Asymetryczna bluza ecru z kołnierzem - 64,99zł


6. Biało-czarna włochata tunika - 47,99zł

Na dzisiaj to tyle. Coś wpadło wam w oko? Któryś z tych ciuszków widziałybyście w swojej szafie?
Zobacz więcej >

Lniana maska do włosów Sylveco

Witajcie. Dziś w końcu przyszła pora na bardziej konkretny wpis i kolejną recenzję. Kosmetyki Sylveco bardzo sobie chwalę. Do tej pory przetestowałam już kilka i praktycznie wszystkie spisały się dobrze. Kiedy więc na blogach przeczytałam dużo dobrego o masce lnianej tej firmy od razu zapragnęłam ją mieć. Jakie oceniam ją po bliższym poznaniu? Czy również moje włosy ją polubiły? O tym w dalszej części posta.


Od producenta:

Hypoalergiczna maska do włosów z ekstraktem z nasion lnu zwyczajnego i olejem kokosowym przeznaczona jest do pielęgnacji włosów suchych i łamliwych. Jest bogata w składniki nawilżające i odżywcze, pozwala poprawić wygląd i kondycję włosów. Olej kokosowy, dzięki swoim wyjątkowym właściwościom, wykazuje zdolność przenikania do struktury włosa, zwiększa nawilżenie końcówek, zapobiega także ich rozdwajaniu się. Związki śluzowe, zawarte w nasionach lnu, powlekają i chronią włosy, znakomicie je wygładzając.
Nałożenie maski po umyciu ułatwia rozczesanie włosów, zapewnia efekt miękkich, lekkich i lśniących kosmyków. Stosowanie maski jako kompresu, przed myciem, zdecydowanie poprawia nawilżenie i zwiększa elastyczność włosów.

Skład:

Woda,  Ekstrakt z nasion lnu,  Alkohol cetylowy,  Olej kokosowy,  Cukier,  Gliceryna,  Olej z pestek winogron,  Kwas stearynowy,  Panthenol,  Glukozyd decylowy,  Oleinian glicerolu,  Kwas mlekowy,  Guma guar,  Witamina E,  Benzoesan sodu,  Betaina kokamidopropylowa  

 Cena: 25,90 zł/150 ml w sklepie Naturalna Drogeria

Moja opinia:

Maska umieszczona jest w słoiczku o pojemności 150 ml. Nie jest to niestety dużo i przy długich włosach dosyć szybko się kończy. Konsystencja jest dosyć nietypowa, jest to biały mus, który świetnie rozprowadza się na włosach. Zapach trudno mi określić, kompletnie nie potrafię go z niczym porównać. Nie jest on ani jakiś specjalnie zachwycający ale też nie odrzucający. Dla mnie po prostu obojętny. 

A teraz najważniejsze czyli działanie. Maskę nakładałam zawsze po myciu na ok. 10-15 min. Spisuje się naprawdę fajnie. Przy moich falowanych włosach dodatkowo poddanych rozjaśnianiu i narażonych na kontakt ze słońcem dała radę wyśmienicie. Po jej użyciu kosmyki są nawilżone, błyszczące, dociążone. Znika puch, a fale są pięknie zdefiniowane i niesamowicie miękkie. Trochę obawiałam się oleju kokosowego w składzie, bo z doświadczenia wiem, że moje włosy za nim nie przepadają ale jak się okazuje w towarzystwie innych, bardziej nawilżających składników, nawet on nie jest im straszny. Polubiłam się z tą maską, nie wiem czy w kwestii nawilżenia jest w stanie zastąpić moją ukochaną NaturVital, ale na pewno dzielnie dotrzymuje jej kroku.
Zobacz więcej >

LOVELY Summer Beauties - Lakier do paznokci

Hej hej. Chociaż nic na to nie wskazywało wróciło do nas jeszcze ciepłe lato. Z tej okazji postanowiłam wnieść trochę letniego kolorku na swoje pazurki. Przez większą część wakacji nie miałam możliwości ich malowania ze względu na pracę którą wykonywałam. Po ponad miesiącu spędzonym przy zbiorze owoców sezonowych były w opłakanym stanie więc musiałam poświęcić trochę czasu żeby doprowadzić je do porządku. Teraz jest już w miarę dobrze więc chciałam je podkreślić jakimś fajnym kolorkiem. Wybór padł na śliczny błękit od Lovely.


Od producenta:
Kolekcja lakierów w najbardziej trendowych kolorach wiosny. Wygodny, szeroki i płaski pędzelek zapewnia ekspresową aplikację. Lakier szybko wysycha i nie odpryskuje. Doskonała pigmentacja gwarantuje perfekcyjne pokrycie kolorem bez efektu smug, a szybkie wysychanie daje gwarancję idealnego gładkiego pokrycia bez zarysowań.


Moja opinia:
Lakier do paznokci to akurat produkt o którym nie muszę się zbyt wiele rozpisywać. Skonfrontuję jednak z rzeczywistością zapewnienia producenta.
Kolorek jest moim zdaniem prześliczny. Delikatny błękit, który pięknie kontrastuje na tle opalonych dłoni. Szeroki pędzelek - czyli taki jak lubię - pozwala na precyzyjną i wygodną aplikację.


Niestety aby uzyskać intensywny kolor bez prześwitów konieczne było nałożenie 2 a nawet 3 warstw lakieru. Z tego też powodu proces wysychania wcale nie był tak szybki jak obiecuje producent. Lakier faktycznie nie pozostawia smug i trzyma się, co mnie zaskoczyło, całkiem przyzwoicie. Bez jakichkolwiek odprysków wytrzymuje spokojnie 3-4 dni.
Zobacz więcej >

"Uwolnij ptaka" - premiera książki Beaty Jurasz, którą mam ochotę przeczytać.

Cześć skarby. Tak strasznie mi głupio, że po raz kolejny muszę was przepraszać za swoją nieobecność na blogu. Miałam nadzieję, że wakacje będą czasem kiedy uda mi się nadrobić większość zaległości, ale niestety się pomyliłam. Co prawda rok akademicki dopiero za miesiąc, ale nad głową wisi mi praca magisterska, którą w końcu muszę zacząć pisać. Postaram się jednak z całego serducha nie opuszczać was na zbyt długo i chociaż raz na jakiś czas skrobnąć jakiegoś posta. Mam nadzieję, że zrozumiecie :(
Dzisiaj nie będzie recenzji, ale dosyć nietypowy post. Dostaję sporo maili dotyczących promocji jakichś wydarzeń, postów sponsorowanych, itp. Dotychczas nigdy nie koncentrowałam na nich swojej uwagi ale ostatnio dostałam wiadomość, która naprawdę mnie zainteresowała. Napisała do mnie pani Beata Jurasz, autorka książki "Uwolnij ptaka".

Jeżeli zaglądacie do mnie już jakiś czas zapewne wiecie, że jestem książkocholiczką. Praktycznie ciągle coś czytam, jeżeli nie w wersji papierowej to chociaż na telefonie. Po przeczytaniu kilku recenzji stwierdzam, że książka pani Beaty to właśnie coś dla mnie. Jak pisze sama autorka:
Książka, jest zaproszeniem do podróży w głąb siebie, do spotkania z samą sobą. Jest zapisem moich osobistych doświadczeń życiowych i zawodowych, refleksji oraz lekcji, które zebrałam na przestrzeni dotychczasowego życia. To historia kobiety, która była zamknięta w „klatce” swoich przekonań i ograniczeń przez wiele lat poszukiwała drogi do wolności… wyrażania siebie w pełni i realizacji swoich marzeń, a dzisiaj jest kobietą o wewnętrznej sile, którą zbudowała dzięki wszystkim trudnym sytuacjom, porażkom i swojej determinacji.

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że najwyższa pora żebym uporządkowała trochę swoje życie, przestała ciągle żyć przeszłością, a zaczęła z uśmiechem patrzeć w przyszłość. Może właśnie ta książka okazałaby się takim impulsem do zmian ;)

Recenzje ma bardzo pozytywne. Znana aktorka Jolanta Fraszyńska pisze: Książka rewelacyjna. Podstawowy podręcznik dla wszystkich kobiet. Dla tych, które tak totalnie zatracają siebie w codziennym życiu, gubią, rozmieniają, żyją bez kontaktu ze sobą i swoimi emocjami i w efekcie chorują na smutek czy inne dolegliwości. Dla nas żyjących nie swoim życiem. Gorąco polecam tę książkę. Dla mnie to taki elementarz, który uczy, jak w łatwy sposób znaleźć drogę do siebie, do drzemiących w nas pokładów siły i mocy i radości. A nade wszystko miłości, bo bez niej niewiele możemy. Dziękuję serdecznie za „Uwolnij ptaka”.

Tą i kilka innych opinii znajdziecie TUTAJ. 

Przy okazji tego posta chciałabym poinformować was, że w najbliższy wtorek (6 września) w Warszawie odbędzie się premiera książki. Spotkanie będzie przestrzenią do odkrycia w sobie "tego czegoś", co pozwoli Ci "przewietrzyć Twoje skrzydła", jeśli zapomniały jak latać.

Spotkanie odbędzie się w niestandardowej formie show połączonego z mową motywacyjną, muzyką i niespodziankami.
To spotkanie jest dla Ciebie, jeżeli:
- chcesz w swoim życiu więcej spontaniczności;
- czujesz, że coś Cię powstrzymuje przed uwolnieniem najcenniejszej części siebie;
- chcesz w swoim życiu jeszcze bardziej wyrażać siebie;
- chcesz się dobrze bawić i szukasz inspiracji do zmian w życiu.

W programie:
prawdziwe historie,
inspiracje,
dobra energia i zabawa,
wysoki poziom progesteronu,
wspólny czas w gronie wyjątkowych kobiet,
wiedza na temat wprowadzania zmian w życie.


Dla zainteresowanych podaję link do wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/events/1263177783695442/

Sama niestety nie będę mogła wziąć udziału w spotkaniu, ale po książkę sięgnę na pewno i podzielę się z wami swoimi wrażeniami. Jestem strasznie ciekawa, czy również macie ochotę po nią sięgnąć :) 
Zobacz więcej >

Wakacyjny Joy Box - prezentacja zawartości.

Cześć kochani. Dzisiaj przygotowałam zwięzły post przedstawiający zawartość wakacyjnego Joy Boxa, który właśnie dzisiaj trafił w moje ręce.
Pielęgnacja idealna nie tylko po opalaniu, ochrona przed słońcem, soczysty kolor na ustach i paznokciach, ochrona włosów. Zestaw produktów niezbędnych podczas wakacyjnych wyjazdów. Wszystko to znajdziesz w jednym miejscu. W sierpniowej edycji JOY BOXa. Aż 13 produktów, które pokochasz i będziesz chciała aby towarzyszyły Ci dłużej. A za kosmetyki warte nawet do 230 zł zapłacisz tylko 59 zł (wysyłka kurierem DPD w cenie pudełka!)
A oto co kryło w sobie pudełeczko:


1. Chusteczki do higieny intymnej Cleanic
2. Odżywka do włosów ciemnych WAX
3. Lakier do paznokci Cuccio + lotion do dłoni
4. Krem nawilżająco - regenerujący Amaderm
5. Ampułka z witaminą C Yasumi
6. Podkład kryjąco-matująco-wygładzający Delia
7. Łagodzący balsam po opalaniu AA Sun
8. Płyn micelearny Biolaven
9. Szampon i odżywka Eleven Australia
10. Nawilżający krem do stóp Vianek
11. Pomadka Juicy Color Wibo
12. Preparat opóźniający odrastanie skórek Cztery Pory Roku
13. Zmywalny tatuaż

Pudełeczko "Summertime" możecie zamówić za 59 zł TUTAJ. Jestem bardzo ciekawa jak podoba wam się zawartość. Coś szczególnie wpadło wam w oko?
Zobacz więcej >

Garść nowości kosmetycznych i nie tylko.

Hej hej. Dzisiaj wpadam do was na szybko z postem prezentującym nowości, które mi się ostatnio zebrały. Wszystkie są owocem zawartych niedawno współprac.
Pierwsza paczuszka pochodzi ze sklepu Bodyland.pl i zawierała kosmetyki do dłoni i paznokci marki Herome. Do testów wybrałam odżywkę do paznokci bez formaldehydu, spray przyspieszający wysychanie lakieru do paznokci oraz nawilżającą maseczkę do rąk na noc.


Kolejna przesyłka to efekt współpracy z marką Veera. Tym razem przywędrowały do mnie nie kosmetyki a rajstopy. Mój wybór padł na czarne rajstopy uciskowe oraz pończochy w odcieniu solei. Producent zapewnia, że rajstopy te nie tylko modelują sylwetkę ale przed wszystkim dbają o zdrowie naszych nóg i niwelują uczucie ciężkości. Niebawem skonfrontuję te obietnice z rzeczywistością i z pewnością poinformuję was o swoich odczuciach.


Ostatnia już paczka dotarła do mnie z firmy Ziaja. Marka na polskim rynku doskonale znana i przez wiele osób bardzo ceniona. W moim posiadaniu oprócz ogromu próbek znalazły się: krem do rąk o przepięknym ciasteczkowym zapachu, chłodząca mgiełka do ciała, krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie pod oczami, balsam łagodzący po depilacji oraz krem złuszczający z kwasem migdałowym.


Na razie to tyle. Czekam na jeszcze kilka przesyłek więc moje braki kosmetyczne niebawem zostaną całkowicie uzupełnione.
Coś szczególnie was zaciekawiło? Na recenzję którego produktu będziecie czekać najbardziej?
Zobacz więcej >

Ekskluzywne serum antycellulitowe Vialise

Hejka kochani. Nie wiem jak u was, ale u mnie pogoda się dziś popsuła. Od samego rana za oknem deszcz więc nawet nie mam ochoty wychodzić z domu. Postanowiłam więc spożytkować wolny czas na przygotowanie dla was nowego posta.
Dziś będzie o kosmetyku bardzo ekskluzywnym, na którego zakup z pewnością sama bym się nie zdecydowała. Tym bardziej się cieszę, że miałam możliwość jego przetestowania za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie. Mowa o serum antycellulitowym Vialise.


Cellulit to problem, z którym zmaga się bardzo wiele kobiet. Szczupłe czy puszyste, tutaj nie ma żadnej reguły. Może dosięgnąć każdą z nas. Jakiś czas temu pojawił się również i u mnie. Próbowałam walczyć z nim na różne sposoby i mimo, że na jakiś czas znikał to później wracał z powrotem. Testowałam mnóstwo preparatów, których producenci prześcigali się w przechwałkach jak świetne efekty one dają. Z jakim skutkiem? Prawdę mówiąc zwykle marnym. Jedynie antycellulitowe serum chłodzące Eveline dało widoczne rezultaty. Wtedy też zrozumiałam, że same kosmetyki nie wystarczą. Konieczna jest zmiana diety a przede wszystkim ruch. Z takim nastawieniem zaczęłam testować serum Vialise.
Zacznijmy od obietnic producenta:
Już po paru dniach będziesz widziała pierwsze, pozytywne zmiany na Twoim ciele. W ciągu miesiąca problem zniknie całkowicie.
Nowa formuła opracowana przez specjalistów oparta jest na wyciągach z roślin, które w naturalny sposób stymulują procesy zachodzące w organizmie. Składniki poprawiają krążenie krwi, wzmacniają ściany naczyń krwionośnych chroniąc je przed uszkodzeniami i pęknięciami. Oczyszczają i regenerują skórę sprawiając, że staje się ona elastyczna i jędrna.
Więcej na jego temat przeczytacie na stronie producenta.
Skład rzeczywiście jest zachęcający:


Serum pozbawione jest sztucznych zapachów, parabenów i silikonów. Znajdziemy w nim za to m.in. ekstrakt z bluszczu, ekstrakt z kasztanowca, ekstrakt z bylicy, wyciągi z alg, kofeinę, rutynę i kwas askorbinowy.


Kosmetyk umieszczony jest w poręcznej tubce z dozownikiem. Utrzymana jest ona w białej kolorystyce z pięknymi niebieskimi kwiatami chabrów. Samo serum ma postać bezbarwnego żelu o lekkiej, nie klejącej konsystencji. Szybko się wchłania nie pozostawiając żadnej nieprzyjemnej warstwy. Pozbawione jest ono jakiegokolwiek zapachu.

Co do działania to efekty faktycznie zauważyłam. Nie łudzę się jednak, że jest to zasługa tylko i wyłącznie samego serum ale jestem pewna, że odegrało ono w tym procesie znaczącą rolę. Od jakiegoś czasu trochę więcej się ruszam i w związku z tym, że panowały upały, piłam znacznie więcej wody. Codziennie też wklepywałam w uda i pośladki serum Vialise wykonując przy okazji dosyć intensywny masaż. I ku mojej radości już po ok. 2 tygodniach pojawiły się widoczne zmiany. Cellulit zawsze miałam dosyć niewielki ale teraz stał się praktycznie niewidoczny. Skóra ujędrniła się i napięła. Bez obaw mogę wskoczyć w bikini i ruszać na plażę. W dalszym ciągu stosuję serum z nadzieją, że efekty będą jeszcze lepsze.

Kochane jak radzicie sobie z tak uporczywym problemem jakim jest cellulit? Macie jakieś sprawdzone sposoby?
Zobacz więcej >
Sekrety kobiety © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka